Asus Pro P2540F w przypadku tej tańszej i niezbyt imponującej wersji to procesor Core i3 o dwóch rdzeniach, system Windows 10, 8 GB pamięci RAM, 256 GB na dysku SSD, matowa matryca, ekran 15,6 cala, czytnik kart pamięci, podświetlana klawiatura, cztery porty typu USB, jeden port HDMI, Bluetooth i trochę ponad dwa kilogramy masy własnej. Jednym słowem to dysk o skromniejszej pojemności, słabszy procesor i mniej pamięci RAM. W tym konkretnym przypadku to także niższa cena, ale nie każdy szuka bardzo mocnego komputera przenośnego w przypadku typowych prac biurowych. Jednym słowem tu raczej liczą się te praktyczne dodatki, a nie to by procesor był należycie mocnym, bo takich laptopów nie używa się do obróbki graficznej filmów w jakości 4K.

Maszyna taka jak Asus Pro P2540F ma też matową matrycę i to jedną z lepszych jeśli chodzi o jej parametry, czyli wiele na niej widać w ten ciepły słoneczny dzień, czyli wtedy gdy promieniowanie słoneczne przeszkadza niemal każdemu. Ten ASUS nie ma też dotykowego ekranu, ale za to ma rozbudowany czytnik kart pamięci, dzięki któremu praca na tym przenośnym komputerze jest należycie wygodną, a podświetlana klawiatura to ciekawy dodatek, dzięki któremu łatwiej pracuje się tam, gdzie światła brakuje, czyli w miejscu takim jak tasra otulony winoroślami wieczorem.

Sprzęt taki jak Asus Pro P2540F to nawet w przypadku słabszej wersji ciekawa sfera wizualna, czyli należycie ładna obudowa. Rzecz jasna tę samą obudowę mają też droższe wersje, czyli słabszą można odróżnić po tych kilku naklejkach informujących choćby o klasie danego procesora. wiele znaczy też i to, że ta obudowa jest dość odporną, czyli przypadkowe i niezbyt groźne uderzenie o biurko raczej nie zaszkodzi elektronice znajdującej się we wnętrzu i co najistotniejsze nie jedna kobieta doceni walory wizualne tego laptopa, który ma też Bluetooth i port USB typu 3.0.

Biznes zdjęcie utworzone przez rawpixel.com - pl.freepik.com
awatar autora
Mariusz Szulc Redaktor
Od momentu, w którym dostałem w swoje ręce pierwszy komputer, zrozumiałem, że nowe technologie będą towarzyszyć mi przez całe życie. Dzięki tej pasji trafiłem do zespołu „Gigabajt”, gdzie odpowiadam za przygotowywanie treści na naszego firmowego bloga. W praktyce oznacza to, że codziennie rozmawiam ze specjalistami od sprzedaży i serwisu, a potem przekładam ich wskazówki na język zrozumiały dla każdego, kto potrzebuje komputera do pracy, nauki czy po prostu rozrywki.